sobota, 5 listopada 2016

Z cyklu...

„Dwie główne postaci”
29 lipca 2010 r.
(*)Fragmenty widziane „oczami nastolatki”

Postanowiła wrócić do spisywania uczuć i wydarzeń.
Zdaje się, że mama wyrzuciła wszystkie jej stare, przedpotopowe jeszcze, pamiętniki. Może to i lepiej!
Mamusia jest po prostu praktyczna, a ona chyba zwyczajnie mniej.
Powróciła do pisania pamiętnika, ponieważ samotność, która wtedy jednak w jej życiu tak naprawdę nie zdążyła jeszcze zaistnieć, o czym miała się przekonać dopiero później, wydawała się jej mieć tym razem większe rozmiary niż kiedykolwiek wcześniej.
Poza tym ostatnio zaczęły nachodzić ją nawet takie wspomnienia, które zdawała się już dawno całkowicie wyrzucić ze swojej przedwcześnie siwiejącej główki.
(*) Widziała na przykład Chłopca na rowerze. – To przychodziło do niej w dalszym ciągu na nowo.
Obraz egzystował w głowie samodzielnie przez króciutką chwilę w dalszym ciągu niczym żywy i mógł w tej rzeczywistości istnieć całe jej życie jak jakieś religijne objawienie; mimo że w tej właściwej materii zdarzeń trwał zaledwie przez moment.
Kogo ona tak naprawdę wtedy zobaczyła? (**) Obok tamtego zauważonego jechał był drugi. – Również charakterystyczny.
Ona weszła do domu po pracy i w końcu te, zalegające w jej pamięci, pozbawione pozornie sensu elementy obrazu, połączyły się powoli, po kilku tygodniach, w logiczną całość.
Dziewczyna narzekała wtedy tylko na swoje zajęcie. – A to działanie w globalnym ujęciu, czyli od samego źródła, po samą jego istotę, powoli wypierało z jej życia istnienie innych myśli, rozterek oraz uczuć, zastępując je totalną gmatwaniną jakiegoś bliżej nieokreślonego absurdu. Po co to wszystko?!
(***) Chłopak na rowerze szybko zniknął więc gdzieś z tyłu jej głowy, ale połączył się za to spontanicznie z innymi faktami w pewnego rodzaju samodzielny kompleks imaginacyjnych bytów.
Nie zakochała się. Ona nie potrafiła zakochać się od pierwszego wejrzenia. W praktyce życia codziennego potrzebowała ich co najmniej kilku. Było to dla niej samej stale i w dalszym ciągu niewzruszenie oczywistym.
Tamta praca nie była jej miejscem. Dziewczyna cechowała się zbyt wielką wrażliwością jak na życiowy eksperyment wrzucania jej do tej dżungli, jaki na nieszczęście jej się przytrafił. Jednak niestety stała się ona jednocześnie jej drugim domem.
Jedna krótka chwila może zmienić całą czyjąś biografię. Nie wiadomo jak i gdzie, a ona, żeby się zakochać potrzebowała mimo tego aż kilku wejrzeń.
Nie potrafiła niestety jakoś podporządkować się zasadom panującym w jej miejscu pracy. Było to, paradoksalnie, w jej wykonaniu wielką zasługą dla świata. Podporządkowywać się. Dla porządku.
Podporządkowywać się co prawda trzeba umieć, ale trzeba też wiedzieć, gdzie leży w tym wszystkim granica jakiegoś sensu.
A u niej z tym podporządkowywaniem się było jednak ciężko.
Zajmowała się czymś takim tylko w przyjaźni i w miłości.
(****) Chłopca na rowerze przypomniała sobie znowu ostatnio, kiedy to pisała elaborat za koleżankę.
Gospodarz domu, w którym mieszkała, zaczął dobijać się był wtedy w stanie lekkiego upojenia alkoholowego do drzwi, więc nic mu po sobie nie dając poznać, zezłościła się wyraźnie dla siebie samej, ponieważ jej to dumanie całkiem bezczelnie i bezwstępnie prostak przerwał.
(*****) Jako nastolatka – wtedy – kiedy widziała tego Chłopca, była całkiem odjechana. Po paru latach czuła się w zamian za to – zupełnie wyobcowana. Pewne rzeczy nie były już przecież kompletnie w cenie.
Nie wiedzieć czemu pomyślała tamtego dnia, właśnie kiedy przerwano jej przywoływanie tego co już było, że Barbara Niechcic to postać literacka, której wcieleniem nie chciałaby za nic w świecie w przyszłości się stać.
Niestety żadna postać na rowerze nie była w stanie zmienić jej zarysowanego wspomnieniami z przeszłości i strachem o przyszłość, upływającego codziennie mimochodem życia, które miało swoje pogmatwane tory i słabo oświetlone zaułki…

Autor: Justyna Babiarz

Brak komentarzy: